Jesteś matką. Chcesz być wzorem dla swoich dzieci, wspierać je w dbaniu o siebie — a tymczasem to Ty czasami już nie wytrzymujesz i wybuchasz. Nie radzisz sobie ze swoimi emocjami: złością, napięciem, frustracją, rozczarowaniem.
To jeszcze bardziej Cię przytłacza i dołuje, bo przecież tak bardzo chcesz dawać „dobry przykład”.
Marzysz o spokoju w stylu „zen”, a póki co —
czujesz się jak tykająca bomba.
Zdarzają Ci się chwile, a może nawet coraz częściej, kiedy odczuwasz ogromną presję realizacji wszystkich zaplanowanych i nieplanowanych rzeczy.
W głowie tysiąc myśli o obowiązkach w pracy i w domu — a Ty nie wiesz, od czego zacząć. Po prostu paraliż.
Chcesz zrobić wszystko perfekcyjnie, a może po prostu „dobrze”, ale masz tego tyle, że Cię to przytłacza.
Lista zadań rośnie jak góra prania i sterta nieumytych naczyń, a dookoła porozrzucane rzeczy Twoich dzieci, które wcale nie myślą o tym, by Ci pomóc — wręcz przeciwnie szukają sposobu, aby odpocząć po szkole.
Jesteś osobą świadomą. Chcesz dogadywać się z szefem (nawet jeśli sama nim jesteś) i z bliskimi w domu.
A jednak przychodzi czasem taki moment, gdy emocje w Tobie tak buzują, że zamiast miłego „co słychać?” wylewa się potok pretensji.
Chcesz być miła, mieć dobry kontakt z ludźmi, którymi się otaczasz.
A zamiast tego warczysz na nich lub najchętniej uciekłabyś gdzieś na koniec świata, by wreszcie dali Ci spokój.
Chcesz mieć dobre relacje, a tymczasem Twój stan sprawia, że
osoby, na których Ci zależy, zaczynają trzymać się na dystans. Dzieci zamiast się przytulić, sprawdzają w jakim jesteś nastroju; unikają kontaktu i wybierają bardziej atrakcyjne dla nich zajęcia. Koleżanki coraz rzadziej proponują wspólną kawę.
Może gniecie Cię poczucie winy i w głowie słyszysz: „Boże, nie wyrabiam”.
W karku czujesz spięcie, jakby ktoś mocno Cię za niego chwycił i nie chciał puścić. Serce wali jak opętane, jakby brało udział w wyścigu, choć przecież nawet się nie ruszasz.
Zaczyna się błędne koło — nie możesz działać, bo jesteś zbyt spięta, a jesteś zbyt spięta, bo nie działasz.
Pojawia się poczucie winy i wewnętrzny głos, który szepcze, jaka to jesteś beznadziejna… i dodatkowo jeszcze masz poczucie sama z „tym wszystkim”…
Wiesz już, że to Twoja odpowiedzialność, że to w Tobie. Jesteś tego świadoma, ale nie wiesz, co z tym zrobić.
W głowie chaos. Masz ochotę, żeby ktoś Cię po prostu przytulił i powiedział: „Będzie dobrze”.